Kiedy wprowadziłam się do swojego pierwszego mieszkania, miałam 42 metry kwadratowe i wielkie marzenie o jadalni dla sześciu osób. Problem polegał na tym, że przestrzeń dzienna ledwo mieściła kanapę z funkcją spania i telewizor. Przez rok jadałam na kolanach przed stolikiem kawowym. Dopiero gdy zrozumiałam, że stół do jadalni może być wielofunkcyjnym meblem, wszystko się zmieniło. Zaczęłam szukać modeli, które po złożeniu zajmują mało miejsca, a rozłożone pomieszczą rodzinę. Znalazłam stół z mechanizmem rozsuwanym na 40 centymetrów. To było moje pierwsze zwycięstwo w walce o funkcjonalną przestrzeń.
Postawiłam na stół do jadalni o wymiarach 80 na 120 centymetrów w stanie złożonym. Blat z płyty MDF pokrytej fornirem dębowym okazał się praktyczny – nie widać na nim odcisków szklanek ani okruszków. Nogi ze stali malowanej proszkowo dodały industrialnego charakteru. Przy zakupie zwróciłam uwagę na grubość blatu – 2,5 centymetra sprawia wrażenie solidności, a jednocześnie nie przytłacza wizualnie. Do tego dobrałam cztery krzesła z tapicerką welurową w kolorze musztardowym. Welur jest łatwy w czyszczeniu, wystarczy wilgotna ściereczka. Przy codziennym użytkowaniu to ważne, zwłaszcza gdy w domu są dzieci lub kot.
Największym wyzwaniem okazały się wizyty gości na noc. Przez pierwsze miesiące spali na dmuchanym materacu, który zawsze gdzieś uciekał. Wtedy wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać stół do jadalni jako bazę do stworzenia tymczasowego miejsca do spania. Rozkładam go na pełne 160 długości, a na blacie kładę grubą kołdrę. Pod spodem mieszczą się dwie poduszki i koc. To nie jest wygodne jak porządne łóżko z pojemnikiem na pościel, ale na jedną noc sprawdza się świetnie. Goście chwalą sobie to rozwiązanie, bo mogą spać w salonie, a ja nie muszę rezygnować z własnej sypialni.
W kuchni połączonej z salonem każdy centymetr jest na wagę złota. Mój stół do jadalni stoi pod ścianą, a nad nim wisi lampa z długim kablem – opuszczona na wysokość 70 centymetrów nad blatem tworzy przytulny nastrój. Gdy nie jemy, blat służy jako biurko do pracy zdalnej. Rozłożyłam na nim laptop, notatnik i kubek z herbatą. Wieczorem zamieniam go w miejsce do układania puzzli. Taka wielofunkcyjność to klucz do życia na małej powierzchni. Zauważyłam, że im więcej funkcji ma jeden mebel, tym mniej przedmiotów potrzebuję wokół siebie.
Przy wyborze stołu warto zwrócić uwagę na mechanizm rozkładania. Testowałam kilka modeli i te z mechanizmem DL działają najpłynniej. Wystarczy pociągnąć za blat, a on sam się rozsuwa, a wkładka podnosi z ukrytego schowka. Nie trzeba przekładać obrusów ani naczyń. Mój stół ma taki system i działa bez zarzutu od dwóch lat. Przy codziennym użytkowaniu liczy się też stabilność – nogi muszą być szeroko rozstawione, żeby stół nie chwiał się przy jedzeniu. Sprawdzałam to, kładąc na blacie pełną miskę zupy i popychając stół łokciem.
Często słyszę od znajomych, że boją się kupić stół do jadalni, bo nie mają miejsca na przechowywanie pościeli dla gości. Ja rozwiązałam to w prosty sposób – pod blatem, na metalowych wspornikach, przykręciłam półkę z siatki. Trzymam tam zapasowe prześcieradła i poszewki włożone w ozdobny kosz. Gdy stół jest złożony, nikt tego nie widzi. Gdy go rozkładam, kosz ląduje na krześle. To lepsze niż wersalka, która zawsze jest zajęta przez poduszki dekoracyjne. Zresztą wersalka w małym mieszkaniu zajmuje za dużo miejsca, a stół można schować pod ścianę.

Pamiętam, jak znajoma kupiła stół z blatem ze szkła hartowanego. Wyglądał elegancko, ale po tygodniu miał rysy od widelca. Mój stół z forniru ma naturalną patynę, która z czasem robi się ładniejsza. Raz w roku olejuję go specjalnym preparatem do drewna. Blat nie chłonie zapachów, co doceniam po wigilijnych barszczu i pierogach. Przy wyborze stołu do jadalni polecam też zwrócić uwagę na wysokość – 75 centymetrów to standard, ale jeśli macie wysokie krzesła, lepiej wybrać 80 centymetrów. Ja dopasowałam wszystko do swojego wzrostu, żeby nie garbić się podczas jedzenia.
Ostatnio znajomi zapytali, czy polecam stół rozkładany zamiast kanapy z funkcją spania. Odpowiedziałam, że to zależy od potrzeb. Jeśli często gościsz rodzinę, lepiej sprawdzi się łóżko z pojemnikiem na pościel i stół składany. Ja mam zestaw: stół do jadalni i dwa pufy z możliwością rozłożenia na leżanki. Gdy przyjeżdżają goście, stół rozkładam, pufy rozkładam i mamy miejsce dla czterech osób do spania. Rankiem wszystko składam i salon wraca do normy. To rozwiązanie wymaga dyscypliny, ale dla mnie sprawdza się idealnie. Kluczem jest znalezienie mebli, które pasują do twojego rytmu życia, a nie do zdjęć z katalogu.
Should you have just about any issues relating to in which in addition to tips on how to employ mój ostatni wpis blogowy, it is possible to e-mail us from our web-page.